piątek, 19 grudnia 2014

Sernik krakowski - tradycyjny sernik z kratką (bez kratki ;) )

Chyba słaba ze mnie tradycjonalistka - po kolacji wigilijnej zawsze...jestem głodna!
Karp jest bardziej do dziubania (i wygrzebywania ości) niż do jedzenia, zamiast barszczu wolę sobie wypić ciepłą herbatę, uszka są z kapustą, po której boli mnie brzuch, a sos chrzanowy pali mnie w gardło. 
Kapustkę z grzybkami, pierożka z kapustką, a może...krokiecika? Oczywiście z kapustą i grzybami. 
Nie, dziękuję.
Nie wspominając już o kompocie, którego wręcz nie znoszę od przedszkola. Brrr.
W tamtych czasach, przy świątecznym stole - poza oczekiwaniem na prezenty - trzymała mnie jeszcze kutia.
Bo słodka.
I w sumie niewiele do dziś się zmieniło. ;)
Co jak co, ale tradycyjnym, świątecznym wypiekom wręcz hołduję. 
Rozpływam się w korzennym zapachu staropolskiego piernika, kroję sobie grube plastry drożdżowego makowca mojej babci, a rodzynki z naładowanego bakaliami keksa i polskiego, ciężkiego sernika...wyjadam, a nie wydziobuję, jak co poniektórzy. ;)
W ogóle, za kawałek dobrego, zbitego sernika dam się pokroić - byleby nie był to puchaty, spulchniony cudami, wyrób z cukierni.
Tradycyjny, ciężki, polski sernik z tłustego twarogu, zmielonego najlepiej trzykrotnie.
Na kruchym spodzie, z rodzynkami, z lukrem i pomarańczową, kandyzowaną skórką.
No i oczywiście - z charakterystyczną, ''krakowską'' kratką na wierzchu (sorry, moja się gdzieś zamaskowała pod toną lukru :( )
 
Taki mi się zamarzył w środku tygodnia, i zaraz po powrocie z pracy, zabrałam się do...pracy. ;)
Wersja ekonomiczna (przedświąteczna ;)), w tortownicy 20x20 cm.
Musze się usprawiedliwić - sera nie mieliłam, ale komu chciałoby się wyciągać maszynkę dla 500 g twarogu?
Jeszcze tylko schłodzenie przez noc w lodówce i...moje małe, przedświąteczne marzenie spełniło się.
Bo może nie siebie, ale serniczek pokroiłam - i z apetytem tradycyjnego sernikożercy - zjadłam. ;)
Przepis na ten polski sernik, opracował...sam, francuski (!) mistrz cukiernictwa - Pierre Herme. Dokładnie ten sam gościu, od którego makaroniki jadłam w Paryżu (pisałam o tym tutaj). :)
Sernik krakowski 
/przepis na blachę 35x25, ja robiłam w 20x20, proporcjonalnie zmniejszając składniki/
(wartość energetyczna porcji - ok. 250 kcal)


Składniki na kruche ciasto:
  • 250 g mąki pszennej
  • 100 g cukru pudru
  • 125 g masła, zimnego
  • 8 g cukru wanilinowego
  • 1 jajko
Wszystkie składniki połączyć razem, szybko zagnieść i wyrobić ciasto. Owinąć folią spożywczą, lekko spłaszczyć, włożyć do lodówki na 60 minut.
Po tym czasie ze schłodzonego ciasta odkroić 1/3, odłożyć z powrotem do lodówki.
Pozostałe ciasto rozwałkować na bardzo cienki placek, wyłożyć nim dno formy o wymiarach 35 x 25 cm (wyłożonej uprzednio papierem do pieczenia), ponakłuwać widelcem. Podpiec w temperaturze 170°C przez 15 minut do do zezłocenia.
Składniki na masę serową:
  • 1 kg twarogu półtłustego lub tłustego zmielonego przynajmniej dwukrotnie
  • 8 jajek
  • 100 g masła
  • 250 g drobnego cukru do wypieków
  • 3 łyżki cukru wanilinowego
  • 3 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 100 g rodzynków 
  • żółtko do posmarowania pasków kruchego ciasta, roztrzepane (uwaga: nie wyrzucać białka, będzie potrzebne do lukru!)
Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.
Masło, 200 g cukru i cukier wanilinowy utrzeć w osobnym naczyniu do otrzymania jasnej, puszystej masy. Ucierając, dodawać po 1 żółtku i części twarogu. Ucierać, aż składniki się połączą i masa będzie puszysta.
Białka ubić na sztywno, pod koniec ubijania dodając pozostałe 50 g cukru. Pianę wmieszać delikatnie do masy serowej razem z mąką ziemniaczaną i rodzynkami.
Podpieczony spód wyjąć z piekarnika. Wyłożyć na niego masę serową, wyrównać.
Ciasto pozostałe w lodówce cienko rozwałkować i radełkiem wykroić paski o szerokości 1 cm. Z pasków ułożyć na serniku kratkę, posmarować ją żółtkiem.
Piec około 50 - 60 minut w temperaturze 170°C. Wystudzić w lekko uchylonym piekarniku, następnie schłodzić w lodówce przez noc.
Przygotować lukier:
  • 1 cytryna 
  • 150 g cukru pudru
  • 1 białko
Z cytryny wycisnąć sok, dodać puder i białko, utrzeć. Jeśli będziemy uważać, że jest zbyt rzadki, gęstość można regulować cukrem pudrem (jeśli zbyt gęsty - można dodać odrobinę wody).
Schłodzony sernik posmarować lukrem. Można też posmarować same paski - jest to bardziej pracochłonne, ale będą one lepiej widoczne (ja polukrowałam całość, dlatego kratki ni widać :( )
jak spędzacie przedświąteczne dni?
Ja, każdą wolną chwilę wykorzystuję na...leniuchowanie. ;)
Prezenty (prawie) zakupione, wymarzona sukienka upolowana, jasełka (w przedszkolu!) odhaczone, grzaniec bożonarodzeniowy na jarmarku wypity.
Została jeszcze magia oczekiwania...
 
 
 

piątek, 12 grudnia 2014

Florentynki - bakaliowe ciasteczka - najlepsze z najlepszych!

W tym roku poszłam na łatwiznę i zamiast tradycyjnie upiec ciastka na Mikołajki, kupiłam w supermarkecie kilogram cukierków z Mieszanki Wedlowskiej. I też było fajnie.
W ogóle, tematowi Mieszanki Wedlowskiej mogłabym poświęcić osobny wpis, jaki to klasyk, smak dzieciństwa i wspomnienie gigantycznych, świątecznych paczek zakładowych, jakie dostawałam w dzieciństwa od ojca...
Abstrahując - długo nie wytrzymałam, i już wolne, poniedziałkowe do-południe spędziłam w kuchni, piekąc dwie blachy ciasteczek.
Boże, jeśli do tej pory sądziłam, że TE i TE ciastka, to najlepsze jakie w życiu upiekłam (i jakie pokazałam na blogu) to musiałam żyć w błogiej nieświadomości. Lub też piec za mało ciastek. ;)
 Ciastka ''Florentynki'', mimo, że nazwą kojarzą się z włoską Florencją, nie mam pojęcia, czy serio mają z nią coś wspólnego.
Co tam nazwa, najważniejsze jest przecież smak!
Myślę, że niejeden Włoch wykrzyknąłby ''Mamma mia!'', ale nasze polskie ''Mmmmm'' chyba będzie tu właściwsze. :) 


Te ciacha to prawie same bakalie - jedynie 50 g mąki w całym przepisie!
Chrupiące płatki migdałowe możecie łączyć z ulubionymi, suszonymi owocami - u mnie są to rodzynki, kandyzowane wiśnie i skórka pomarańczowa - możecie jednak użyć moreli, żurawiny, śliwek...
Są bardzo słodkie - więc - jeśli nie jesteście mną - proponuję zmniejszyć ilość cukru (tak gdzieś o jedną łyżkę ;))
Nie rezygnujcie jednak z polewy czekoladowej na spodzie ciastek!
Nie tylko nada im głębszego (lepszego!) smaku, ale też ładnie spoi całość, dzięki czemu nasze bakalie...tzn., bakaliowe ciasteczka się nie rozpadną! :)
Przepis z ''Moich Wypieków''
Florentynki - bakaliowe ciasteczka
Składniki na 30 sztuk (ale mi wyszło 20, dlaczego, czyżby większe? :D)
(wartość energetyczna 1 ciacha - ok. 250 kcal)

  • 50 g kandyzowanych wiśni, z grubsza posiekanych
  • 50 g kandyzowanej skórki pomarańczowej
  • 100 g rodzynków lub suszonej żurawiny
  • 200 g migdałów w płatkach lub słupkach
  • 50 g mąki pszennej
  • 120 g masła
  • 120 g cukru
  • 50 ml śmietany kremówki 30%
Ponadto:
W garnuszku na palniku umieścić masło razem z cukrem. Podgrzewać, do rozpuszczenia się masła i części cukru (cały cukier się nie rozpuści). Zdjąć z palnika, wlać śmietanę kremówkę, odstawić do lekkiego przestudzenia.
W naczyniu umieścić wiśnie, skórkę pomarańczową, rodzynki, migdały, mąkę pszenną, wymieszać. Do bakalii dodać przestudzone masło z cukrem, wymieszać do połączenia.
Blachę do ciasteczek wyłożyć papierem do pieczenia lub matą teflonową. Ciastka na blachę nakładać łyżką w dużych odstępach od siebie - 1 płaska łyżka na każde ciastko, następnie spłaszczyć łyżką.
Piec w temperaturze 160ºC przez około 12 - 15 minut do złotego koloru. Ciastka powinny się lekko rozpłynąć podczas pieczenia, a kiedy ich brzegi będą lekko brązowe, są gotowe. Wyjąć z piekarnika, jeszcze ciepłe wycinać okrągłą foremką do ciastek (dzięki temu będą idealnie okrągłe), pozostawić na blaszce do przestudzenia (dopiero wtedy się skleją).
Wystudzone ciastka od spodniej strony smarować roztopioną czekoladą i odkładać do stężenia czekolady, przy pomocy widelca można zrobić na niej wzorki.
Przechowywać do 10 dni w szczelnym pojemniku.

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Mikołajkowe migawki

No i znów nie udało mi się Go zobaczyć.
Mimo, że mleka i ciasteczek nie zostawiłam, prezenty bez focha zostawił, więc chyba musiałam być grzeczna. ;)
Okazuje się, że 800gramowy słoik Nutelli z bałwankiem (i jeszcze obiad w restauracji i kino po kolacji ;) ) zupełnie wystarczy, by uszczęśliwić takie duże ''dziecko'', jak ja. ;)
A Wam, co zostawił św. Mikołaj? :)

Mnie (poza wyżej wymienionymi przyjemnościami) zaskoczył jeszcze w piątek...kurierem z paczką!
Jej zawartość totalnie mnie zaskoczyła i oczarowała!
W środku paczuszki, znalazłam bowiem dwie, eleganckie bransoletki firmy LAVA wraz z płócienną, firmową torbą. 
Niesamowicie dziękuję za tak wspaniały upominek! :)

Jeśli i Wy chcielibyście zaskoczyć swoich bliskich taką uroczą biżuterią (idealny pomysł na świąteczny prezent!), koniecznie zapoznajcie się z asortymentem sklepu LAVA, na tej stronie ---> KLIK oraz na fejsbuku .
Pośpieszcie się, żeby prezenty zdążyły dotrzeć jeszcze przed Wigilią! :)

piątek, 5 grudnia 2014

Serniko-piernik i o zapachu domowego ciasta

Jak ja dawno nie piekłam żadnego ciasta
Można by nawet pomyśleć, że to wcale nie jest blog kulinarny. ;)
 A bo to nie ma czasu, a bo to zjem sobie lekki serek wiejski ( z łyżką nutelli ;)), a bo to wszyscy dbają o linie, a bo to...
...już mamy grudzień?!
Grudzień, i to taki, że bez dwóch par swetrów, spodni i skarpetek ani rusz, a po przyjściu z dworu do domu marzy się tylko polarowy szlafrok do ziemi, zielona herbata z marcepanem i...kawałek ciasta. ^^
W grudniu, ciastem (i mandarynkami!) pachnie wszędzie. 
Przechadzając się malowniczymi uliczkami supermarketów, oprócz po raz setnego odtworzenie w głośnikach ''Last Christmas'', co rusz atakują nas degustacją jakichś pierniczków. Albo przynajmniej sztucznie rozpylonym aromatem piernikowym.
Ma to swój urok, i pewnie nie raz, w ferworze świątecznych zakupów, ulegamy trzem opakowaniom alpejskich pierniczków w czekoladzie, gotowym paczkom z czekoladowym mikołajem w roli głównej, czy kwadratowej kostce sernika, za spulchniaczami, na wagę.
Oczywiście, nic nie zastąpi domowych wypieków i domowego ZAPACHU CIASTA, mieszającego się z aromatem obieranych ze skórek mandarynek. 
Nic nie zastąpi rodzinnego dekorowania pierniczków, nawet, jeśli jedyny udział rodziny polega na degustacji.
Grudzień - pachnący ciastem, świętami i domem, czas oczekiwań (nie tylko na wyjście ciasta z piekarnika)....i nawet już te dwie pary skarpet, jakoś mniej przeszkadzają. ;)
Jakim ciastem pachnie Wasz dom, w grudniu?
U mnie, słabość do wypieku (i jedzenia!) serników konkuruje z kuszącym aromatem korzennych wypieków.
Kiedy trudno się zdecydować na jedno ciasto, najlepiej upiec...dwa! I to w formie jednego! ;)
Serniko-piernik przypomina wykwitny, odświętny torcik.
To cztery, pyszne warstwy serowo-pernikowe, przełożone alkoholowymi powidłami śliwkowymi
Całość zwieńczona najlepszą, karmelowo-orzechową polewą na bazie skondensowanego mleka słodzonego i - oczywiście - masła orzechowego. ;) 
Kwintesencja świąt, w jednym kawałku.
Polecam, nie tylko w grudniu - i nie tylko od święta. ;)
Przepis, z niezawodnej Kwestii Smaku. :)
Torcik sernikowo-piernikowy
/tortownica 23 cm, ok 14 porcji/
(wartość energetyczna 1 porcji - ok. 450 kcal)
Masa piernikowa:

*60 g masła
*1/2 szklanki cukru
*1 łyżka miodu
*50 g ciemnej czekolady, może być pomarańczowa
*2 łyżeczki przyprawy korzennej lub piernikowej
*1 łyżka kawy zbożowej (użyłam Inkę)
*1 łyżeczka cynamonu
*1 płaska łyżeczka sody oczyszczonej
*1/2 szklanki mleka
*1 jajko
*150 g (1 szklanka) mąki pszennej


Masa serowa:
*500 g sera zmielonego trzykrotnie
*250 g sera mascarpone (lub twarogu jak wyżej)
*2 łyżki mąki ziemniaczanej
*3/4 puszki słodzonego mleka skondensowanego
*2 łyżki cukru wanilinowego
*3 jajka


oraz:

*słoiczek powideł śliwkowych (290 g) + 3 łyżki likieru pomarańczowego lub soku pomarańczowego lub innego alkoholu (użyłam 1 łyżkę ekstraktu pomarańczowego + 2 łyżki likieru Cointreau)
*reszta mleka skondensowanego pozostała z masy serowej
*3 łyżki masła orzechowego kremowego solonego i słodzonego
*kilka orzechów włoskich do dekoracji



Wykonanie:
Dno tortownicy o średnicy 24 cm i wysokości 7-8 cm lub większej 25 - 26 cm wyłożyć papierem do pieczenia, zapiąć obręcz wypuszczając papier na zewnątrz. Ja całość obłożyłam papierem do pieczenia.

Masa serowa: Do miski włożyć ser razem z mascarpone i zmiksować razem z mąką ziemniaczaną, cukrem wanilinowym oraz mlekiem skondensowanym - tak aby nie było grudek. Dodać jajka i miksować przez około 1 minutę na małych obrotach miksera do połączenia się składników. Masę rozdzielić do dwóch misek, odstawić.
Piekarnik nagrzać do 180 stopni C.


Masa piernikowa: W garnku na małym ogniu roztopić masło, dodać cukier i wymieszać. Wciąż podgrzewając dodawać kolejno: miód, połamaną na kosteczki czekoladę, przyprawę korzenną lub piernikową, kawę zbożową i cynamon. Podgrzewać do roztopienia się czekolady, następnie zdjąć garnek z ognia i dodać kolejno sodę, mleko oraz jajko. Wszystko szybko oraz energicznie mieszać łyżką. Dodać mąkę i mieszać do czasu aż nie będzie grudek.

Masę podzielić na 2 części.
Wylać pierwszą część masy piernikowej, wyrównać powierzchnię (potrząsnąć tortownicą) wstawić do piekarnika i piec przez 15 minut.

W międzyczasie wymieszać powidła z alkoholem lub sokiem.
Wyjąć formę z piekarnika, nie wyłączać go. Po odczekaniu 3 minut rozsmarować na wierzchu połowę powideł, a następnie wyłożyć łyżką połowę masy serowej, wyrównać powierzchnię i wstawić do piekarnika na 15 minut.
Wyjąć i po 3 minutach delikatnie wyłożyć drugą połowę masy piernikowej (gdyby zgęstniała, można dodać do niej 2 - 3 łyżki wody lub likieru czy rumu), wstawić do piekarnika i piec 15 minut. Wyjąć z piekarnika i po 3 minutach rozprowadzić drugą część powideł. Delikatnie wyłożyć resztę masy serowej, wyrównać powierzchnię i piec przez 15 minut. Wyjąć z piekarnika i ostudzić.

W rondelku podgrzać ciągle mieszając resztę mleka skondensowanego z masłem orzechowym. Rozprowadzić po powierzchni sernika i udekorować orzechami.


Sernik najlepiej smakuje po kilkogodzinnym schłodzeniu w lodówce.
 
Uwaga, uwaga! :)

W zimne dni, poza kawałkiem ciasta i dobrą herbatą, najlepiej ogrzać się...ciepłym swetrem
Mam dla Was UROCZY SWETEREK z jelonkiem Bambi! <3
Długi, obszerny, oversize, w sam raz, by się w nim schować przed zimnem. ;)
Zakupiony w Bershka, rozmiar L, ale na moje S/XS był w sam raz, myślę, że będzie dobry na każdy rozmiar! :)
Cena: 20 zł!  
Kto chętny - pisać w komentarzach! :)

niedziela, 30 listopada 2014

Urodziny z Amelią Poulain - w Paryżu

''Amelia ucieka w świat wyobraźni. W tym świecie płyty robi się tak jak naleśniki...''

Z baśni nigdy się nie wyrasta. Są przecież wytworem i podporą naszych marzeń.
Co, gdyby choć na chwilę, stać się częścią jednej z nich? Którą byście wybrali?
W którym, baśniowym świecie z filmów/książek/bajek chcielibyście teraz być?

 
śniadanie w kawiarni znanej z filmu ''Amelia'' - Cafe des 2 Moulins

Listopad jest brzydki. Jest szary, deszczowy, bezlistny. Przynajmniej ludzie tak mówią.
Podróż do Paryża jesienią?
Od dawna marzyłam, by odwiedzić Francję, a moje urodziny (no i tania pula biletów od ryanair, w listopadzie ;) ) były ku temu doskonałym pretekstem.
Jak uczcić dzień swoich urodzin, będąc w Paryżu, kiedy zakupy na Polach Elizejskich i zjedzenie makaronika od Pierre Herme to coś, co robicie w ''zwykły'' dzień? ;)
           przed wejściem do Cafe des 2 Moulins, 15 Rue Lepic, Paryż (zdjęcie 1 - kadr z filmu, zdjęcie 2 - moje archiwum ;) )

Ze wszystkich baśni świata, ja wybrałam ''Amelię'' (albo to ona wybrała mnie, gdy okazało się, że mój wynajęty apartament leży w tej samej dzielnicy, w której kręcono film - w dodatku w równoległej ulicy!).
Pamiętacie tę knajpkę, w której pracowała tytułowa bohaterka?
Albo ten uroczy sklepik, gdzie można było zaopatrzyć się nie tylko w karczochy, ale też zanurzyć rękę w worku pełnym ziaren?
 
przed wejściem do warzywniaka Au Marche de la Butte - znanego z filmu ''Amelia'', 56 Rue des Trois Freres, Paryż




 
 


 kadr z filmu ''Amelia'' - warzywniak Au Marche de la Butte, w deszczu
 
Śniadanie o 11 godzinie (jeszcze się załapałyśmy!) w Cafe des 2 Moulins w baśniowy sposób rozpoczęło ten dzień.
Dzień, w kolorze (soku z) pomarańczy...
 śniadanie w knajpce Amelii: omlet ze szczypiorkiem, świeżo wyciśnięty sok z pomarańczy, gorąca czekolada z pianką (lub kawa/herbata), bagietka francuska, masło, ciepły croissant i dżem malinowy (cena - 13 euro)


 
 
wnętrze knajpki Cafe des 2 Moulins 15 Rue Lepic, Paryż

środa, 26 listopada 2014

Paryż, mój słodki - czyli o francuskim jedzeniu, cz. 2

Tak, jak obiecałam w poprzednim wpisie, po francuskich słodkościach przyszedł czas na część bardziej wytrawną.
I nie chodzi mi bynajmniej o francuskie wino, jako że ja, w temacie sommelierskim jestem totalnym laikiem, by nie rzec - ignorantem. 
Wiem, że lubię czerwone i półwytrawne, a to (mi) zupełnie wystarczy, by w najtańszym supermarkecie, w ciemno sięgnąć po butelkę z zadowalającą zawartością.
Podobno 99% win we francuskich sklepach to wina wytrawne/półwytrawne i trzeba być w tym 1% pechowców (lub jak kto woli - szczęściarzy), by trafić na wino słodkie. I różowe. I w dodatku rozcieńczone truskawkowym sokiem.
Mnie to na szczęście nie spotkało. ;)
 
obiad w Cafe du Pont-Neuf , 14 Quai François Mitterrand, Paryż
 
Francuzi uwielbiają pić wino. Do obiadu, do kolacji, solo.... Dobrze wiedzą, że idealnie podkreśli smak popularnego konfitu z kaczki czy lekkich sałatek, skąpanych w balsamicznym sosie...
Bo Francuzi gotują dobrze, bardzo dobrze, a my, turyści nie zadowolimy się jedynie naleśnikiem serwowanym na rogu ulicy. No, chyba, że nie pijemy wina. ;)
 
przed wejściem do knajpki znanej z filmu ''Amelia'' - Cafe des 2 Moulins, 15 Rue Lepic, Paryż


5. Brasserie - urocza knajpka czy już ekskluzywna restauracja?
Nie ma co ukrywać - Paryż
nierozerwalnie kojarzy się z długimi, wąskimi uliczkami, tętniącymi życiem artystycznej bohemy (oraz zwykłych śmiertelników), przesiadującej w uroczych, kameralnych knajpkach... Ciepło przytulnego światła i przede wszystkim zapach gorącego, tłustego i pysznego jedzenia wabi do środka głodnych, zbłąkanych turystów...

 
stoliki w ogródku knajpki znanej z filmu ''Amelia'' - Cafe des 2 Moulins, 15 Rue Lepic, Paryż

W tym momencie można oczywiście zawrócić i wybrać opcję naleśnikową, ewentualnie hot doga lub kebab z przyulicznej budki, po drugiej stronie ulicy.
Można zabrać jedzenie ze sobą i zjeść je gdzieś nad brzegiem Sekwany lub na ławce w parku, co wydaje się całkiem romantyczną opcją. Można, o ile nie mamy astronomicznej jesieni, a temp. powietrza nie wynosi 8 stopni.
W innym wypadku - czym prędzej wejść do najbliższej knajpki i zająć miejsce przy oknie (wspaniały widok na innych, głodnych turystów!) lub... przysiąść do stolika na dworze (tak! większość ogródków przy knajpach wyposażona jest w cieplutkie lampy grzewcze!). Potem już tylko zamówić wybrane danie i pogodzić się z myślą, że za 15 euro mielibyśmy całe, 5 naleśników...
 
obiad: konfitowane udo z kaczki (confit de canard) + sałatka z francuskim winegret w Cafe du Pont-Neuf, 14 Quai François Mitterrand, Paryż
 
Podczas mojej sześciodniowej wizyty w Paryżu, miałam przyjemność stołować się w czterech knajpkach/restauracjach.
Dwa razy (!) skusiłam się na obiad; zamawiając przepyszny confit z kaczki (w Cafe du Pont-Neuf), a także smakowicie podaną sałatkę z szynką dojrzewająca i gorącym, kozim serem na grzankach. 
obiad w knajpce no name (nie pamiętam nazwy :P) - sałatka z dojrzewająca szynką i gorącym, kozim serem na grzankach, powyżej - popularny tost francuski - Croque Monsieur + sałatka
 




Swoja urodziny uczciłam królewskim śniadaniem w znanej z filmu ''Amelia'' Cafe des 2 moulins (o tym w następnym wpisie!), a najlepszą, gorącą czekoladę w życiu, piłam w kawiarni Angelina - dokładnie w tym samym miejscu, co kiedyś Coco Chanel, czy Audrey Hepburn! Pomijając oczywiście fakt, że poza 9 euro kosztowało mnie to 30 minut czekania w dłuuugiej kolejce, na dworze...;) 



 Gorąca czekolada L'Africain w kawiarni Angelina, 226 Rue Rivoli, Paryż














6. Sery - czyli ''coś mi tu śmierdzi''
Nawet jeśli przez cały rok jedlibyście inny ser każdego dnia, nie udałoby się Wam spróbować wszystkich, francuskich serów. Nie ma w tym żadnej przesady - podobno mnogość serowych gatunków we Francji, spokojnie przekracza liczbę 500. 
 serowy raj, Fromagerie, 20 Rue Lepic, Paryż
Najbardziej charakterystyczne są oczywiście kozie i owcze, ale nie brak również swojskich, krowich camembertów czy brie. Najciekawsze są te z dodatkami, jak rodzynki (pycha!), karmelizowane figi czy orzechy. 
 Oryginalne, francuskie sery są absolutnie wyborne, ''śmierdzą'' tak samo dobrze jak smakują i żadne inne, importowane i kupione w Lidlu na tygodniu francuskim im nie dorównają.
Oczywiście ceny też są adekwatne do jakości, więc za niewielką, kozią roladkę, pokrytą pleśnią tak czarną, że hej, zapłacicie prawie 5 euro (i będzie to jeden z najtańszych serów za ladą).
Potem wrócicie do kraju i wydzielając sobie jej symboliczne porcje przez cały tydzień, będzie pluć sobie w brodę, że przepuściliście pieniądze na miniatury wieży Eiffla (...),zamiast kupić sobie taki ser. 
W kształcie wieży Eiffla, rzecz jasna. 

Sery we Francji to absolutny kunszt, a nie zwykły nabiał.
Tutaj, ku ich czci powstają specjalne sklepy, tzw. Fromagerie, czyli sklepowe ''serownie'', ser-wujące wyłącznie sery. ;)
Nie pozostaje więc nic innego jak wejść do takiego z dobrze wyposażonym portfelem i - a co tam - raz kozie śmierć! ;) 

owoce na targu przy Boulevard Ornano
 
7. Targi - ekologicznie i świeżo
Planowo, sery miałyśmy kupić na jakimś fajnym, miejskim targu, od lokalnych dostawców. Świeżo i naturalnie. No i podobno najtaniej. Przed wyjazdem do Paryża, naoglądałam się w internecie zdjęć francuskich targów i idyllicznych opowiadań o jakości produktów, o sympatycznych handlarzach i swoistej magii takich miejsc. Wyobrażałam sobie siebie z koszykiem w dłoni, o poranku, buszującą między straganami w poszukiwaniu francuskich serów, pachnących pomidorów i soczystych owoców. 
 Smęciłam o wyprawie na ten mój targ od pierwszego dnia pobytu.
Co ciekawe, nasi współlokatorzy nie mieli pojęcia o obecności żadnych, pobliskich targów, więc zdałyśmy się na siebie. Przez internet, namierzyłyśmy najbliższe targowisko w okolicy i w końcu się wybrałyśmy...
Jakie było nasze zdziwienie, gdy naszym oczom ukazał się...bazar, przepełniony wielokulturowością nie tylko obecnych, ale i...sprzedawców! Z każdej strony wystawcy arabskiego pochodzenia, nawoływali do zakupu ich towaru (w większości owoców, głównie mandarynek), przekrzykując jeden drugiego. Ścisk ludzi gorszy niż w japońskim metro czy metro w ogóle. Przepychanki, mocny zapach surowych ryb i wrzącej w garach pealli lub smażonych, arabskich placków. 
No i oczywiście brak serów.
 
''zapachowe'' stoisko z surowymi rybami 
 
wrząca pealla

smażone, arabskie placki
To na pewno nie był wymarzony, francuski targ, na jaki chciałam trafić.
W jednej chwili przeniosłam się na wakacje w Tunezji, do targowej Medyny.
Kolejnych prób znalezienia ''targu'' z prawdziwego zdarzenia - nie podjęłyśmy.   

 
nasze śniadanie: krem z kasztanów, dżem truskawkowy i serek kremowy - produkty z supermarketu,
podane do burżuazyjnej brioche z piekarni

8. Markety - czyli jednak najtaniej
Cudów nie ma - jeśli nie prowadzicie wystawnego, paryskiego życia, to zrezygnujcie z codziennych bułeczek z Boulangerie, obiadów za 15 euro w uroczych Brasserie i makaroników od Pierre Herme na podwieczorek.
Zamiast tego, po drodze do domu odwiedźcie Carrefour, Lidl lub Lider Price - może nie są na każdym rogu, jak ekskluzywne piekarnio-cukiernie, ale opłaca się do nich zajrzeć. Dosłownie.
To tu dostaniecie sery wszelkiej maści za 2, góra 3 euro, wielkie, maślane brioszki dwukrotnie tańsze niż w piekarni, czy wspomniane na samym początku, francuskie wina, po symbolicznym euro. Najecie się, opijecie, a jeszcze pieniędzy zostanie na pamiątkową miniaturkę wieży Eiffla.
Podsumowując - zaoszczędzicie sporo, prowadząc bardziej oszczędny, supermarketowo-przetworzony tryb życia.
Ale...co to by było za życie, w Paryżu? ;)


poza marketami, opłaca się robić zakupy w małych, prywatnych sklepikach, gdzie często mają szeroki wybór owoców i warzyw

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...